Rzeszów - Lokomotiv 054

Niespełna dwa miesiąca pozostały do inauguracji Nice PLŻ, w której Stal BETAD Leasing Rzeszów zmierzy się przed własną publicznością z Polonią Piła. – Trenujemy, kompletujemy sprzęt i czekamy na wiosnę, która pozwoli nam wyjechać na tor. Najlepiej ten w Rzeszowie – mówi Dawid Lampart, który udzielił wywiadu gazecie Super Nowości.

– Mimo zimowej aury, masz ciągły kontakt z motocyklem, jak chociażby podczas ostatniego weekendu w Tarnowie…

– Na pitbike’ach jeździmy już nie pierwszą zimę. To fajne oderwaniem się i urozmaicenie treningów. Na szczęście coraz więcej ludzi zaczyna jeździć na pitbike’ach, robi się duża grupa zapaleńców i mam nadzieję, że to wszystko nadal będzie się rozwijać w tym kierunku. Jezeli ktos jeszcze nie wie czym są motorki typu „pitbike” zapraszamy na nasza stronę internetowa www.lambapitbike.pl

– Jeździsz jednak nie tylko na pitbike’ach…

– Staramy się jeździć przynajmniej raz w tygodniu również na enduro. Wiadomo, że gdy są duże przymrozki, to nie jest to możliwe, ale tak do minus 5 stopni spokojnie da się wytrzymać na motocyklu.

– Gdy są większe mrozy, zostaje stok narciarski…

– W tym roku nieco odpuściliśmy deskę i nie jeżdżę już tak często.

– Jak zatem jeszcze przygotowujesz się do sezonu?

– Od poniedziałku do piątku, razem z bratem Wiktorem, mamy zajęcia w sali ze swoim trenerem. Trenują z nami też moi koledzy z motocrossu i ci, którzy jeżdżą na motorach, ale nie na żużlu. Mamy taką swoją grupę, która razem trenuje i przygotowują się do sezonu. Z kolei raz w tygodniu, zazwyczaj w sobotę jedziemy do lasu na enduro, a w niedzielę na deskę. Jeśli nie, to mamy jeden dzień na odpoczynek.

– Tęsknisz już za torem żużlowym?

– Co roku jeździliśmy za granicę na treningi ale w tym zima powoli zaczyna odpuszczać, ma być coraz cieplej i oby nie przypomniała o sobie np. za miesiąc. Gdy nie wróci, to w połowie marca może się okazać, że w Rzeszowie będą już dobre warunki do treningów. Jeśli nie, do poszukamy jazdy na południu Europy. Nie ukrywam, że chciałby tego uniknąć, bo taki kilkudniowy wyjazd wiążę się ze sporymi wydatkami, które można przeznaczyć na inne cele i inwestycje.

– Masz już skompletowany sprzęt na najbliższy sezon?

– Ramy są już poskładamy, czekam jeszcze na drobne części, jak chociażby błotniki i obicia motocykli. Wiktor będzie miał dwa kompletne motocykle, na których ja jeździłem w poprzednim sezonie. Ma dobre zaplecze sprzętowe i będzie miał wszystko zapewnione. Mało który zawodnik na początku swojej kariery ma takie możliwości i warunki. Z kolei ja musiałem wszystko kupić nowe w tym m.in. silniki. Mam też te, wyremontowane z poprzedniego sezonu, tak więc ze sprzętem nie będzie źle. Przy okazji chciałem bardzo podziękować Dominice i Hubertowi Bańbor z firmy „BETAD Leasing” oraz panu Zbigniewowi Szelidze z firmy „Extrans” za długoletnią współpracę i pomoc w przygotowaniu do kolejnego sezonu.

– Ten sezon będzie wyjątkowy, bowiem będziesz miał szansę wystąpić w jednej drużynie, a być może nawet i parze, z młodszym bratem…

– Na pewno tak, jednak trzeba pamiętać, że tak na dobrą sprawę Wiktor zaczął jeździć dopiero pod koniec ubiegłego sezonu. Pojechał w kilku młodzieżowych zawodach, a liga to zupełnie inna bajka. Oby wszystko układało się tak, jak jest zaplanowane.

– Przyznasz jednak, że Wiktor papiery na jazdę ma…

– Owszem, ma i z tego co widzę, to bardo zależy mu na tym, bowiem przygotowuje się solidnie do sezonu i widać, że chce to robić. Jednak papiery na jazdę miało wielu żużlowców, których potem kariery potoczyły się różnie. On jednak, zresztą podobnie jak ja, który wyszedł spod ręki Janusza Stachyry, jest nauczony ciężkiej pracy. Na razie skutek jest dobry i oby tak zostało. Myślę, że razem z Grześkiem Rempałą będziemy go pilnować i wyniki będą szły w dobrą stronę. Na pewno nie można na nim wywierać presji. Trzeba za to dać mu czas na spokojne wjechanie się w ligę.

– Wspomniałeś o Janusz Stachyrze. To była chyba najlepsza z możliwych opcji, jeśli chodzi o obsadę funkcji trenera Stali?

– Gdy okazało się, że Janusz Ślączka nie będzie już trenerem, to od samego początku sugerowałem, żeby postawić na Janusza Stachyrę. Znam go dobrze, on też zna dobrze rzeszowski tor i wie, jak go przygotować, żeby z tego żużla w Rzeszowie wyciągnąć więcej, niż się da. Drużynę mamy dobrą, ale nie najmocniejszą i przy takim przygotowaniu toru, jak przed rokiem, to ciężko byłoby coś ugrać w tym sezonie. Myślę, że jak tor będzie przygotowany tak, jak w 2015 roku, kiedy przez cały sezon był powtarzalny i praktycznie bez treningów, wiedzieliśmy, jakie przełożenia założyć, to będzie z pożytkiem dla wszystkich. Myślę zatem, że Janusz Stachyra da sobie radę.

– Dosypanie nowej nawierzchni pomoże w lepszym przygotowaniu toru?

– Na pewno. W tamtym roku brakowało nawierzchni i praktycznie co mecz, tor był inny i robiły się w nim dziury. Ciężko powiedzieć, czyja to była wina, bo najnormalniej w świecie tej nawierzchni było za mało. A jak jej nie ma, to nie ma z czego przygotować toru i koło się zamyka.

– Co dla Ciebie znaczy funkcja kapitana?

– Zadzwonili z klubu, zapytali, czy zostanę kapitanem, więc się zgodziłem. W sumie to nie było większego pola manewru, gdyż na razie jestem jednym krajowym seniorem w Stali. Funkcja kapitana w żużlu jest raczej symboliczna i nie ma większego znaczenia. Oczywiście, jeśli będzie taka potrzeba, to zawsze pomogę kolegom z drużyny, ale robiłbym to nawet, nie będąc kapitanem.

– Zdajesz sobie jednak sprawę, że oczekiwania wobec Ciebie będą w tym sezonie jeszcze większe…

– Dam sobie radę, bo już trochę tego żużla się najadłem i wiem, jaką mam rolę w drużynie i co mam robić. Dlatego właśnie przygotowuję się tak solidnie, zresztą jak co roku, do sezonu. Teraz dodatkowo jestem jeszcze o kolejny rok bardziej doświadczony i myślę, że sobie poradzę.

– Jak podobają ci się nowe, stylizowane na lata 80., kevlary, w jakich będziecie jeździć w tym roku?

– Bardzo fajne. Nawet kiedyś myślałem, aby zrobić sobie taki swój, własny kevlar, wzorowany na tamte lata. Ich wzór oraz fakt, że tradycyjny herb Stali wraca na centralne miejsce, to z pewnością duży ukłon w stronę kibiców, którzy mają to, czego domagali się przez ostatnie lata.

– Wg Ciebie jest szansa, że Stal wyjdzie wreszcie na finansową prostą?

– Myślę, że tak. Trzeba tylko jeszcze spokojnie poczekać, bowiem są pewne sygnały, że ma to troszkę ruszyć w dobrą stronę i mam nadzieję, że tak właśnie będzie i jako zawodnicy będziemy mogli się skupić tylko na jak najlepszej jeździe, a nie martwić się o finanse klubu.

– Podsumowując – umiarkowany optymizm przed sezonem 2017?

– Raczej tak. Nie ma zresztą się co napalać, bo już niejeden sezon był taki, że oczekiwania były duże, a skończyło się tak, jak się skończyło. Zatem lepiej miło się zaskoczyć, niż potem niemile rozczarować.

Rozmawiał MARCIN JEŻOWSKI
Super Nowości

Komentarze

1
Robert 20:07 21 Luty 2017

Niestety marzec leży pod znakiem zapytania bo miasto jak zwykle ociąga sie z zamontowaniem nowych uchylnych band oni zawsze maja czas także treningi na naszym torze raczej nie wchodza w gre .